Archiwum dla luty, 2006

Chcę wystąpić z Kościoła

Taksówkarz z Olecka Zbigniew Kaczmarek chce się wypisać z Kościoła rzymskokatolickiego. Kiedy proboszcz nie przyjął jego aktu apostazji, oddał sprawę do sądu.

W środę odbyła się pierwsza rozprawa – czytamy w “Gazecie Olsztyńskiej”.

- Jestem ateistą, nie zgadzam się, żeby Kościół wykorzystywał moją osobę w swoich statystykach – mówi Zbigniew Kaczmarek.

54-letni taksówkarz z Olecka dowiedział się z internetu jak przeprowadzić akt apostazji, czyli dobrowolnego odejścia z Kościoła. Na podstawie dokumentów dotyczących podobnej sprawy w Warszawie napisał potwierdzone przez dwóch świadków oświadczenie.

“Moja przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego pozostawała i tak statystyczną i fasadową fikcją sprzeczną z moimi przekonaniami. Od roku 1967 nie biorę udziału ani w nabożeństwach, ani w jakichkolwiek innych formach praktyk religijnych w/w Kościoła” – czytamy w oświadczeniu.

W październiku Zbigniew Kaczmarek próbował wręczyć dokument proboszczowi parafii Najświętszej Marii Panny Królowej Polski w Olecku, księdzu infułatowi Edmundowi Łagódowi.

- Gdy przyszedłem do księdza, potraktowałem złożenie dokumentu jako czynności czysto urzędnicze. Zwracałem się do księdza per pan, bez tytułowania go tytułem księdza infułata. Proboszcz się obraził i odmówił przyjęcia tego dokumentu – mówi Kaczmarek.

- W związku z odmową księdza złożyłem pozew do sądu, który rozstrzygnie czy proboszcz mógł odmówić przyjęcia dokumentu. Konstytucja gwarantuje mi swobodę wyznania i wolność sumienia – zaznaczył.

Ks. prof. Edward Wiszowaty z wydziału teologicznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie mówi, że pierwszy raz spotkał się ze sprawą aktu apostazji w Polsce.

- Takie przypadki zdarzają się w Niemczech, gdzie wierni płacą podatek kościelny. Nie chcąc go płacić składają akt woli odejścia od Kościoła – powiedział ks. Wiszowaty.

Pytany o ten konkretny przypadek odmówił komentarza, wyjaśniając, że nie zna sprawy. Proboszcz Edmund Łagód nie rozmawia o niej z dziennikarzami.

Na łamach “Gazety Olsztyńskiej” sprawę komentuje natomiast oficjał Metropolitalnego Sądu Archidiecezji Warmińskiej ksiądz profesor Ryszard Sztychmiler. – Z Kościoła, do którego włączeni zostaliśmy przez chrzest, nie można się wypisać. Oczywiście każdy ma prawo zrezygnować z uczestnictwa w jego życiu, jednak ze wszystkimi konsekwencjami dotyczącymi odmowy sakramentów, obrzędów itd. – mówi.

- Konsekwencją takiej postawy są także kary kanoniczne. W tym wypadku dana osoba podlega ekskomunice i to już się stało, niezależnie czy proboszcz przyjął, czy nie jej akt apostazji – zaznacza ks. prof. Sztychmiler.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Rządowa limuzyna dla Rydzyka

Nie do wiary! Wystarczy jeden telefon w imieniu księdza Tadeusza Rydzyka, a minister staje na baczność.

“Fakt” sprawdził, jak potężne są wpływy dyrektora Radia Maryja. Zamówiła dla niego limuzynę w resorcie rolnictwa. Szok! Minister Krzysztof Jurgiel błyskawicznie spełnił życzenie. Osobiście wysłał rządowy samochód dla księdza Rydzyka.

Co może ksiądz Tadeusz? Czy plotki o jego wpływach na władzę były tylko plotkami? “Fakt” postanowili sprawdzić. Dziennikarze biją się w piersi – użyli podstępu.

Reporter “Faktu” podszył się pod asystenta ojca Rydzyka. Spod jednego z warszawskich banków zadzwonił do sekretariatu ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela. Wybór nie był przypadkowy. Jurgiel jest częstym gościem audycji Radia Maryja.

Dziennikarz “Faktu” zatelefonował do sekretariatu ministra. Pilna sprawa. Zepsuł się samochód księdza Rydzyka, trzeba mu szybko podstawić rządową limuzynę.

Reakcja ministra Jurgiela przekracza najśmielsze oczekiwania. Minister osobiście wybiera samochód i wysyła wraz z kierowcą pod bank. Natychmiast!

Na hasło “Ojciec Dyrektor” szef resortu zrobił z ministerstwa radio taxi. Jak do tego doszło opisują w “akcie” dziennikarze tej gazety Piotr Chęciński i Marcin Kowalczyk.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Czarne listy o. Rydzyka krążą po Polsce

Rodzina Radia Maryja mobilizowana na wybory. Jerzy Robert Nowak, główny ideolog rozgłośni ojca Rydzyka, jeździ po Polsce i nawołuje do tworzenia “czarnych leksykonów”. Będą zawierać negatywne charakterystyki niechętnych Radiu Maryja kandydatów do samorządów. Broszury mają trafić do każdego “polskiego i katolickiego” domu.

W sobotę Nowak, profesor toruńskiej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej ojca Rydzyka oraz stały komentator wydarzeń politycznych w Radiu Maryja i Telewizji Trwam, gościł w podwarszawskim Pruszkowie. Spotkanie zorganizował Dom Ojczysty i Rodzina Radia Maryja. W wypełnionej szczelnie sali domu kultury w pierwszym rzędzie siedzieli lokalni politycy PiS i Domu Ojczystego.

Nowak dużo mówił o roli ojca Tadeusza Rydzyka w dzisiejszej polityce. Kiedy przypomniał, że to głównie dzięki dyrektorowi Radia Maryja doszło do podpisania paktu stabilizacyjnego między PiS, LPR i Samoobroną, dostał owację na stojąco.

- To dopiero początek przełomu – stwierdził Nowak. – Teraz musimy wszyscy zaangażować się w budowę Wielkiego Ruchu Poparcia dla IV RP.

Władza w samorządach – to główny cel, jaki Nowak stawia przed Wielkim Ruchem. I podpowiada, jak ją przejąć.

Kluczem ma być “prawdziwa informacja” na temat “wrogich Polsce” kandydatów, czyli startujących z list PO, SLD czy PD. Kompromitujące fakty będą ujawniane w “czarnych leksykonach”. To lokalne wersje leksykonu napisanego i wydanego kilka lat temu przez Nowaka, którego bohaterami są osoby z pierwszych stron gazet. Aleksandra Kwaśniewskiego nazywa w nim “prawie magistrem”, Jacka Kuronia – “trzeźwym inaczej”, Krzysztof Skubiszewskiego (byłego szefa dyplomacji) – “Papkinem w MSZ”, a Aleksandra Małachowskiego – “faryzeuszem w skórze moralisty”.

- W leksykonach musi znaleźć się prawda o kandydatach do samorządu, o podejściu do Polskich spraw, o przeszłości – przekonywał Nowak. Jego zdaniem – jeśli ktoś był w PZPR, trzeba to przypomnieć. Ujawniona powinna być też przynależność do młodzieżówek komunistycznych i informacje, czy kandydat chodzi do kościoła i jest katolikiem.

- Leksykony drukujcie i kserujcie, żeby dotarły do wszystkich. Niech wszyscy wiedzą, czym kto się zajmował i na kogo oddać głos – mówił Nowak.

Pomysł bardzo spodobał się samorządowcom związanym z Radiem Maryja. Bydgoski radny Bogdan Dzakanowski często goszczący w rozgłośni ojca Tadeusza Rydzyka: – Uczciwi ludzie prawdy się nie boją. A wyborcy bardzo się ucieszą, kiedy dostaną do rąk skondensowaną informację. Szczególnie młodszemu pokoleniu trzeba dzisiaj przypominać, kto jest kim i skąd się wywodzi. Nomenklatura komunistyczna umiejscowiła się na dobre w bankach i urzędach, dawni sekretarze mają często długie przerwy w swoich życiorysach. Nie widzę niczego złego w uzupełnianiu tych przerw.

Obecna na pruszkowskim spotkaniu z Nowakiem działaczka lokalnego PiS Anna Kamińska jeszcze nie wie, czy zaangażuje się w tworzenie “czarnego leksykonu”. – Muszę to przemodlić. Zastanawiam się, odpowiedzi poszukam z lekturze Biblii – powiedziała “Gazecie”.

Czytaj resztę wpisu »

Dodaj komentarz

W TV Trwam podpisano pakt stabilizacyjny

Pakt stabilizacyjny został podpisany tylko w obecności TV Trwam i Radia Maryja

LPR i Samoobronie umowa daje dużą szansę uniknięcia przyspieszonych wyborów, PiS-owi poparcie dla mniejszościowego rządu. Dokument negocjowano ponad dwa tygodnie, ostatnio zachęcali do niego abp Leszek Sławoj-Głódź i o. Tadeusz Rydzyk.

Pakt miał być uroczyście podpisany o 17.30 w sejmowej sali 106. Czekaliśmy więc, niektórzy przed salą, niektórzy w środku, inni pod sąsiednim pokojem PiS. Tam byli Jarosław Kaczyński, Andrzej Lepper i Roman Giertych. Jak się okazało, nie tylko oni.

Nagle jedna z dziennikarek zawołała: – Oni to już podpisali w Telewizji Trwam. Wszyscy się roześmiali, ale to nie był żart. Kaczyński, Giertych i Lepper za zamkniętymi drzwiami tłumaczyli widzom Telewizji Trwam i słuchaczom Radia Maryja, jakiego przełomu moralnego dokonują. Odbiorcy pozostałych mediów mieli się o tym dowiedzieć później.

I większość dziennikarzy postanowiła zbojkotować konferencję trzech liderów.

Politycy wiedzieli, co się szykuje. Posłowie Samoobrony i Ligi przekonywali, że pakt jest tylko parafowany. Nie przekonali. Gdy do sali weszli uśmiechnięci liderzy, dziennikarze wyszli. Ich wystąpień (patrz poniżej) wysłuchała garstka: wysłannicy mediów o. Tadeusza Rydzyka, operatorzy kamer stacji telewizyjnych, paru łamistrajków.

Przed drzwiami, na korytarzu fotoreporterzy i radiowcy położyli na podłogę swój sprzęt.

Gdy po 15 minutach Kaczyński, Lepper i Giertych wyszli, przywitały ich okrzyki: “Nie grajcie ich”, “Nie róbcie zdjęć”. Wtedy już się nie uśmiechali.

Bojkot zdenerwował posła PiS Marka Suskiego: – Rozumiem rozpacz z podpisania paktu, wiem, że wolicie Tuska i Rokitę. Ale robicie hecę – mówił dziennikarzom.

I tłumaczył: – Możecie się spodziewać, że media wiarygodne będą lepiej traktowane.

Ktoś spytał: Czy to znaczy, że są równi i równiejsi?

- Jak w każdym zawodzie.

Źródło: Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Proces oskarżonego o napaść na operatora Polsatu

W Gdańsku zaczął się proces członka kościelnej służby porządkowej w bazylice świętej Brygidy. Czesław G. jest oskarżony o napaść na operatora telewizyjnego i uniemożliwienie przygotowanie materiału dziennikarskiego.

Mateusz Kaczyński, który rejestrował wydarzenia, został kilkakrotnie popchnięty. Przewrócił się i uszkodził kamerę.

O ściganie sprawców napaści wystąpiło po incydencie kierownictwo stacji. Policji udało się ustalić jednego z nich, 56-letniego Czesława G., członka kościelnych służb porządkowych.

Postawiono mu zarzuty w związku z 43 art. ustawy o prawie prasowym. Mówi on m.in. o tym, że ten, kto używa przemocy lub groźby w celu zmuszenia dziennikarza do zaniechania opublikowania materiału prasowego może spędzić w więzieniu trzy lata.

Krewkiemu obrońcy prałata grozi do trzech lat więzienia. 56-latek przekonywał dziś sąd, że jest niewinny i że został przez dziennikarzy sprowokowany. Dodawał, że podczas wiecu działał odruchowo. Zarzucał przy tym dziennikarzom Polsatu manipulację i to, że po wcześniejszej nagonce prowokowali obrońców księdza, żeby zrobić materiał.

Ofiara napaści Mateusz Kaczyński, obecnie pracujący w stacji TVN, mówił, że wykonywał jedynie swoją pracę, a atak na dziennikarzy ze strony zwolenników prałata był zamierzony.

Jego zdaniem, tłum od początku był bardzo wrogo nastawiony do przedstawicieli mediów. Kiedy wychodziłem z kościoła usłyszałem okrzyki “pachołki komunistów”, “żydokomuna”, “sprzedawczyki” – relacjonował Kaczyński.

Dodał, że spodziewał się odniesienia poważniejszych obrażeń, ale nie doszło do tego dzięki interwencji m.in. jego koleżanki z redakcji i służby porządkowej bazyliki św. Brygidy. Czekałem aż zaczną mnie kopać, a kamerę roztrzaskają o beton – powiedział.

Do incydentu doszło po mszy 15 sierpnia 2004 r., około dwóch tygodni od wszczęcia przez prokuraturę postępowania w sprawie domniemanego molestowania seksualnego ministranta na terenie plebanii. Zostało ono umorzone po kilku miesiącach.

Po wyjściu z kościoła zwolennicy proboszcza zaatakowali operatora Polsatu. Przewrócono go i poturbowano. Doznał niegroźnych otarć naskórka; lekko została uszkodzona kamera. Szarpano i popychano także fotoreporterów gazet. Przedstawicieli mediów obrzucano wyzwiskami. Przed nabożeństwem dwóch mężczyzn zaatakowało również dziennikarza Polskiej Agencji Prasowej. Reporter został odepchnięty. Wyrwano i zniszczono mu notatki.

Jeszcze przed incydentem, tuż po mszy, z ambony poparcia księdzu udzielili pomorscy posłowie: Danuta Hojarska (Samoobrona), Robert Strąk (Liga Polskich Rodzin) i Gertruda Szumska (koło poselskie “Dom Ojczysty”). Hojarska mówiła m.in., że Samoobrona, która potrafiła zablokować mównicę sejmową, będzie także umiała zamknąć usta tym dziennikarzom, którzy opluwają Jankowskiego.

Dzień po zdarzeniu prałat Jankowski mówił, że przeprasza za atak na dziennikarza. Dowodził, że być może komuś zależało na wojnie mediów z bazyliką św. Brygidy. Sprawę określił jako prowokację.

Kolejna rozprawa ma odbyć się w lutym.

Źródło: WP.pl

Dodaj komentarz

« Nowsze wpisy