Archiwum dla luty, 2006

Urząd gminy i ksiądz kradli prąd

Proboszcza jednej z miejscowości w gminie Secemin i urząd gminny w powiecie myszkowskim przyłapali energetycy z Myszkowa (Śląskie) na nielegalnym poborze energii. Proboszcz zapłacił karę, a burmistrz wszczął dochodzenie wewnętrzne w sprawie nielegalnego poboru prądu.

Proboszcz na swej plebani miał instalację do ogrzewania domu prądem z pominięciem licznika. Na miejsce wezwano policję, która zabezpieczyła dowody przestępstwa.

- Według stawek określonych w taryfie opłat wyliczyliśmy, że kara za nielegalny pobór wynosi 17 tys. złotych. Proboszcz początkowo twierdził, że o niczym nie wie, że to instalacja z czasów jego poprzednika, ale już zapłacił całość nałożonej kary – powiedział dyrektor Rejonu Dystrybucji w Myszkowie Wiesław Żoń.

Dodał, że kolejna kontrola, tym razem w kościele tego samego proboszcza, też wykazała nielegalny pobór energii. – Zastosowaliśmy tę samą procedurę i ksiądz ma do zapłacenia kolejne 4,5 tysiąca – powiedział.

W czwartek natomiast kontrolerzy ustalili, że jeden z urzędów gminy w powiecie myszkowskim korzystał z prądu w nielegalny sposób. Od przyłącza kablowego w budynku zrobione było tzw. obejście i czerpano energię z pominięciem układu pomiarowego. Wezwana na miejsce policja potwierdziła stan stwierdzony przez energetyków.

Żoń wątpi, by policji udało się wykryć, kto personalnie dokonał przeróbki instalacji w urzędzie, w związku z czym karę będzie musiał zapłacić wójt z gminnej kasy, bo tak stanowi prawo energetyczne. Przyznaje, że kradzież energii to “poważny problem spółek dystrybucyjnych” – w jego rejonie w tym roku stwierdzono już 36 podobnych przypadków.

Rzeczniczka prasowa urzędu gminy przyznała, że “nielegalna instalacja została wykryta podczas rutynowej kontroli w pomieszczeniach piwnicznych i zasilane z niej były grzejniki”. Zapewniła, że burmistrz wszczął wewnętrzne czynności mające na celu ustalenie winnych.

Dodała, że “wygląda na to”, iż nielegalna instalacja miała kilka lat i pochodziła z czasu urzędowania władz poprzedniej kadencji.

Za kradzież prądu, która jest ścigana z urzędu, grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Szarpanina na lekcji religii

Do szarpaniny między księdzem a 16-letnim gimnazjalistą doszło we wtorek na lekcji religii w Prostkach (Warmińsko-Mazurskie). Katecheta podejrzewał ucznia o posiadanie narkotyków. Podejrzenia się nie potwierdziły.

Powiadomiona o zajściu policja nie znalazła u ucznia środków odurzających. – Policjanci sprawdzili informacje o narkotykach. Przeszukania nie przyniosły potwierdzenia podejrzeń – powiedziała Anna Siwek z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

Według ustaleń funkcjonariuszy, 36-letni ksiądz chciał przeszukać plecak ucznia. Chłopak odmówił i wtedy doszło do “rękoczynów”, w wyniku których ksiądz ma rozcięty łuk brwiowy, a uczeń zadrapania rąk i szyi.

- Podczas szarpaniny z plecaka wysypała się cała zawartość. Koledzy pomogli chłopcu pozbierać wszystko, ale ksiądz nadal trzymał plecak, wtedy uczeń wybiegł z klasy. Ksiądz złapał go na korytarzu, lecz chłopak się wyrwał. Potem wrócił do szkoły ze swoim ojcem – wyjaśniła Małgorzata Rolińska z KWP.

Przyczyny zajścia mają być szczegółowo wyjaśniane.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Obowiązkowe kółko różańcowe

Bierzmowanie tylko dla tych, którzy najpierw zapiszą się do jednej z parafialnych organizacji: kółka różańcowego, oazy lub grupy modlitewnej – tak jest w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Rodzice młodzieży, która przygotowuje się do sakramentu usłyszeli taki komunikat od swojego proboszcza. Wielu z nich przypomniało sobie nie tak zamierzchłe czasy, gdy pierwszą, jedynie słuszną organizacją było Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Zarówno młodzi, jak i ich rodzice są przeciwni takim praktykom.

Kuria w Sandomierzu zarzeka się, że było to tylko zalecenie i zapisanie się do organizacji nie jest obowiązkowe.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Ofensywa Radia Maryja w internecie

Ojciec Rydzyk rozpoczął ofensywę w internecie. Właśnie ruszył portal internetowy Radia Maryja. Nowoczesna, dynamiczna witryna, o niebo lepsza od innych katolickich portali. – To majstersztyk – mówią fachowcy.

Internet był do tej pory najsłabszą stroną imperium medialnego ojca Rydzyka. Strona www.radiomaryja.pl istniała od kilku lat, ale przypominała raczej witrynę osiedlowej rozgłośni niż wizytówkę potężnego radia nadającego na cały świat. – Była nieczytelna, archaiczna i odpychająca – mówi Tomasz Banasik, właściciel firmy zajmującej się tworzeniem stron internetowych.

To już historia: od piątku pod starym adresem ojciec Rydzyk ma profesjonalnie przygotowany portal internetowy.

Wchodzimy na stronę. Utrzymana jest w ciepłych kolorach – błękitnym i fioletowym. Podzielona na czytelne działy: aktualności dnia (informacje przygotowują dziennikarze Radia Maryja, TV Trwam i “Naszego Dziennika”), artykuły (wybrane teksty z “ND”), rozmowy niedokończone (zapis sztandarowej audycji Radia Maryja), transmisje (m.in. uroczystości Rodziny Radia Maryja), porady ekologiczne, katechezy i specjalny rozdział poświęcony Janowi Pawłowi II.

Na dole witryny podgląd TV Trwam. Wystarczy kliknąć w mały ekran i już oglądamy na żywo telewizję o. Rydzyka. Teraz TV Trwam można oglądać przez całą dobę online na całym świecie. Ze strony można też posłuchać Radia Maryja, a specjalne łącze przygotowano dla słuchaczy z zagranicy. Nie zabrakło numeru konta rozgłośni. – Witryna na europejskim poziomie – ocenia Banasik. – Nie powstydziłaby się jej żadna poważna telewizja ani rozgłośnia radiowa. Większość polskich mediów może tylko pozazdrościć takiego projektu.

Inwestycja w internet to dla ojca Rydzyka szansa na pozyskanie młodszych słuchaczy i polskie “białe kołnierzyki” za oceanem. – To nie jest strona dla nastolatków, ale też nie dla emerytów – mówi Mariusz Fajerski, specjalista z branży IT z Krakowa. – Najlepiej będzie się na niej czuł stateczny 30-, 40-latek, dobrze obeznany z internetem.

A właśnie o takiego słuchacza o. Rydzyk zabiega. Do tej pory jego radio kojarzyło się z emerytami w moherowych beretach. Jeśli zabieg się powiedzie, toruńska rozgłośnia zyska finansowo. 40-letni internauci i aktywni zawodowo Polacy z Ameryki są bardziej zamożni od emerytów i rencistów. Radiomaryja.pl będzie też konkurencją dla innych katolickich serwisów internetowych: opoka.org.pl, mateusz.pl, adonai.pl, wiara.pl czy jezus.pl.

- Jakościowo debiutant prezentuje się o niebo lepiej od starych wyjadaczy – uważa Banasik. – Strony katolickie najczęściej są nudne, trudno się po nich poruszać i trzeba mocno szukać, żeby cokolwiek znaleźć. Nowoczesna i poukładana radiomaryja.pl już na starcie deklasuje rywali.

O internetowych planach o. Rydzyka mówiło się od dawna. Już w ubiegłym roku ojciec dyrektor nawoływał na antenie swojego radia: – Mniej dzwońcie, krócej mówcie, a zaoszczędzone pieniądze wpłacajcie na nasze konto. Potrzebujemy tego, bo będziemy się rozrastali. W internet trzeba inwestować.

Ile kosztuje produkcja i utrzymanie portalu? To trudno oszacować. Przy stronie pracują bowiem za darmo wolontariusze – studenci toruńskiej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej.

Imperium ojca Rydzyka
Radio Maryja: Nadaje od 14 lat. Z badań RadioTrack (MillwardBrown SMG/KRC) wynika, że słucha go między 800 tys. a 1 mln osób w wieku 15 lat i powyżej. Rodzina Radia Maryja – wspólnota słuchaczy – liczy ok. 200 tys. osób.

TV Trwam: Nadaje od 2003 r. Jej program odbierają posiadacze dekoderów i telewizji kablowych. Ma studia w Toruniu i Warszawie. Jej właścicielem jest wrocławska Lux Veritatis, a szefem – o. Tadeusz Rydzyk.

“Nasz Dziennik”: Ogólnopolska gazeta narodowo-katolicka powiązana z Radiem Maryja. Ukazuje się od 1998 r. Formalnie właścicielem gazety jest spółka Spes. Sprzedaż dziennika – według różnych szacunków – sięga 60-100 tys. egzemplarzy.

Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu: Rektorem jest ojciec Rydzyk. Uczelnia ma być kuźnią kadr do projektów medialnych redemptorysty. Studiuje tu kilkaset osób.

Źródło: Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Włoska gazeta: ojciec Rydzyk rządzi w Polsce

“Zakonnik u władzy” – pod takim tytułem prestiżowy włoski dziennik “Il Sole – 24 Ore” opublikował w niedzielę artykuł na temat ojca Tadeusza Rydzyka. Gazeta podkreśliła, że “tajemniczy zakonnik zaprowadza nowy porządek moralny w Polsce” i cieszy się przy tym pełnym poparciem rządzącej elity, której pomógł wygrać wybory.

“Ostatnie wcielenie kardynała Richelieu, pierwszy katolicki anchorman, zdolny nadużywać swoich mediów, aby głosić słowo Boże i prowadzić rękę rządzących” – tak opiniotwórczy dziennik, wydawany przez Związek Włoskich Przemysłowców, pisze o założycielu Radia Maryja.

Jak podkreśla, “mimo że oficjalny Kościół go krytykuje, redemptorysta nic sobie nie robi z tych upomnień hierarchii i zabarykadował się w swej reducie sprawiedliwych, gdzie spotykają się religia, polityka i media”.

O mediach ojca Rydzyka gazeta pisze: “Koktajl Mołotowa, wręcz dynamit, gwarantujący łatwe odpowiedzi na trudne pytania”.

Autor artykułu Leonardo Maisano zauważa, że de facto “ojciec Rydzyk rządzi w Polsce i przechadza się po pałacach władzy u boku bliźniaków Kaczyńskich”. Przypomina się, że najpierw wspierał kampanię wyborczą PiS, a potem tylko jego telewizja przeprowadziła transmisję z podpisania paktu stabilizacyjnego koalicji.

“Il Sole – 24 Ore” przytacza opinię Edmunda Wnuka-Lipińskiego, że “największym wrogiem Rydzyka jest Unia Europejska, siedlisko żydo- masońskiego spisku antypolskiego”, oraz że “Radio Maryja jest sektą, lecz jedyną na świecie, która przedstawia się jako niemal oficjalny głos Kościoła katolickiego”.

W artykule zacytowano także wypowiedź szefa Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcina Przeciszewskiego, który zwrócił uwagę na to, że “wielkim sponsorem ojca Rydzyka w Rzymie był ojciec Konrad Hejmo”.

Przeciszewski powiedział w niedzielę w rozmowie z PAP, że w tej wypowiedzi użył określenia “protektor”, które ma nieco inne znaczenie niż “sponsor”.

Źródło: Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Co ojciec Rydzyk zrobił z pieniędzmi na stocznię?

Gdańscy stoczniowcy po latach milczenia zdradzają tajemnice wielkiej kwesty, którą o. Tadeusz Rydzyk przeprowadził “na ratowanie kolebki “Solidarności”. Zebrał – według różnych źródeł – od kilkudziesięciu milionów złotych do ponad 100 mln dolarów.

Dokładnej kwoty nie zna nikt spoza kierownictwa Radia Maryja. Jedyny człowiek, który był blisko jej poznania, zginął w wypadku.

Ani złotówka nie trafiła do stoczni. – Ojciec Rydzyk powiedział, że nie da nam pieniędzy “na przeżarcie” – zdradza Jerzy Borowczak, lider stoczniowej “S” i współzałożyciel stowarzyszenia Solidarni ze Stocznią, które wiosną 1997 r. dostało pozwolenie na zbiórkę. Stowarzyszenie zebrało 5 mln i zgodnie z warunkami pozwolenia publicznie się rozliczyło.

O. Rydzyk kwestował równolegle i z większym rozmachem, choć nie miał pozwolenia i nie rozliczył się ze zbiórki.

- To wielka afera, zbadałam ją dokładnie – mówi była senator z Trójmiasta Ewa Serocka (SLD), która w poprzedniej kadencji składała wniosek o powołanie komisji śledczej ds. Stoczni Gdańskiej. – Ojciec Rydzyk pieniądze na stocznię zbierał w całym świecie, zgromadził wiele milionów dolarów. Ale czy dziś znajdzie się w kraju instytucja, która będzie w stanie to udowodnić? Może przyda się Centralne Biuro Antykorupcyjne?

- Wątpię, by za rządów braci Kaczyńskich ta sprawa dała się wyjaśnić. Oni zbyt dobrze żyją z radiem – oponuje Marek Biernacki, gdański poseł PO, szef MSWiA w rządzie AWS.

- I pan Biernacki, i państwo z SLD mieli czas na wyjaśnianie – ucina Tadeusz Cymański, poseł i szef PiS na Pomorzu. – Dochodzenia w sprawie rzekomych nieprawidłowości przy zbiórce były umarzane i za rządów Buzka, i za rządów Millera. I dobrze. To była kwesta na szczytny cel, a że go nie osiągnięto… cóż? Moja mama też wysłała wtedy pieniądze ojcu Tadeuszowi. Kiedy się dowiedziała z radia, że zakupu stoczni nie będzie, powiedziała: “Ufam w mądrość Ojca Dyrektora, który wykorzysta datki na inny cel”.

Po 1998 r. toruńskie imperium ojca Rydzyka zaczyna się gwałtownie rozrastać. Obok Radia Maryja pojawiły się: “Nasz Dziennik”, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej oraz Telewizja Trwam.

Źródło: Gazeta.pl

Komentarze (2)

20 mln zł z budżetu na Świątynię Opatrzności c.d.

Żeby wesprzeć z budżetu Świątynię Opatrzności Bożej, rząd przygotuje specjalną ustawę. Wczoraj Sejm przychylił się do wniosku Senatu i dał na świątynię 20 mln zł z budżetu.

Sejm przegłosował wczoraj poprawki Senatu i ostatecznie uchwalił budżet. Z 20 mln na Świątynię Opatrzności był pewien kłopot, bo zgodnie z ustawą o finansach publicznych nie wolno wspierać budżetowymi pieniędzmi inwestycji kościelnych. Zauważyli to posłowie SLD.

Zwolennicy poprawki z PiS argumentowali, że chodzi o wsparcie instytucji kultury, bo w ramach świątyni powstaną muzea historyczne. Przypominali, że zgodnie z ustawą o stosunku państwa do Kościoła katolickiego można wspierać inwestycje kościelne i sakralne, jeśli są dobrami kultury. Senat powołał się też na ustalenia Sejmu Czteroletniego, który w 1791 r. zadecydował o powstaniu świątyni będącej wotum dziękczynnym za uchwalenie Konstytucji 3 maja. Do tej idei odwoływał się prymas Józef Glemp, występując pod koniec lat 90. z pomysłem budowy Świątyni Opatrzności Bożej na Polach Wilanowskich w Warszawie. Żeby nie było żadnych wątpliwości, Senat zapisał dotację dla świątyni jako dotację “na ochronę dziedzictwa narodowego, w tym wydatki w ramach projektu budowy Świątyni Opatrzności Bożej”.

Czytaj resztę wpisu »

Dodaj komentarz

20 mln zł na Świątynię Opatrzności

Posłowie zdecydowali o zapisaniu w budżecie na 2006 rok 20 mln zł na dofinansowanie budowy Świątyni Opatrzności Bożej.

Przeciwni wsparciu budowy świątyni byli posłowie SLD, który argumentował, że polskie prawo nie pozwala na finansowanie przez państwo obiektów sakralnych. Ale PiS twierdzi, że pieniądze przeznaczone są de facto nie na świątynię, ale na muzeum, które ma w niej powstać. A kulturę wolno państwu wspierać.

PO podnosiła z kolei, że pieniądze na świątynię częściowo zabrano uniwersytetowi im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ostatecznie jednak za dofinansowaniem świątyni było 296 posłów, przeciwko 118, a 17 wstrzymało.

Członek zarządu fundacji budowy tej świątyni ks. Bohdan Leszczewicz powiedział zaraz po głosowaniu, że przyjmuje tę decyzję Sejmu z zadowoleniem. Zaznaczył, że fundusze te zostaną najprawdopodobniej przeznaczone na część muzealną, która będzie znajdować się wewnątrz świątyni.

Według ks. Leszczewicza – jeśli uda się zgromadzić wystarczające środki finansowe na budowę świątyni (jej koszt ma wynieść w sumie 100-110 mln zł) – to w stanie surowym powinna ona stanąć pod koniec 2008 roku.

Czytaj resztę wpisu »

Dodaj komentarz

Krzyżem i kijem

Rząd i Kościół postanowiły zatroszczyć się o wychowanie i morale uczniów. Polskie szkoły mają opuszczać dobrzy patrioci i chrześcijanie.

Instytut Wychowania
Nad nową jakością wychowania ma czuwać Instytut Wychowania, który ma powstać jeszcze w tym roku i – jak twierdzi wiceminister edukacji Jarosław Zieliński – jego głównym zadaniem będzie praca nad wyrobieniem w młodzieży postawy obywatelskiej i patriotycznej.

- Mamy kryzys, a szkoła jest wobec niego całkowicie bezradna. Musimy na nowo nauczyć młodzież, czym jest dobro, prawda i piękno. Przypomnieć, czym jest patriotyzm, postawa obywatelska, poświęcenie dla dobra ogółu – mówi Zieliński.

Projekt przewiduje powołanie zespołu specjalistów, którzy opracują strategię wychowawczą dla szkół. Ruszy strona internetowa, będą szkolenia i kursy, broszury i podręczniki – dla nauczycieli i wychowawców, dla wszystkich, którzy pracują z młodzieżą.

Instytut ma też współpracować z uczelniami kształcącymi nauczycieli, aby odpowiednio przygotować ich do roli wychowawców młodzieży.

Odpowiednio, czyli po chrześcijańsku
Pomysł ministerstwa edukacji nie wzbudza powszechnego zachwytu. Przede wszystkim dlatego, że – jak zapowiedział minister edukacji Michał Seweryński – wychowywanie młodzieży będzie się odbywać w oparciu o wartości chrześcijańskie. Budzi to obawę, że rząd działa w kierunku stworzenia państwa wyznaniowego. Narzucenie wychowywania w nurcie chrześcijańskim narusza też konstytucję, która daje rodzicom prawo do wychowania religijnego i moralnego dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

Klaps nie zaszkodzi?
To nie jedyne obawy przeciwników powstania Instytutu. Nieoficjalnie mówi się, że kandydatem na jego szefa jest jeden z wiceministrów edukacji, Stanisław Sławiński. Jego poglądy na wychowanie młodzieży już kilka lat temu wzbudzały liczne kontrowersje. Pracując w ministerstwie edukacji na początku lat 90. przekonywał do wychowywania młodzieży w posłuszeństwie. Jest też autorem książki “Spór o posłuszeństwie”, w której pisze między innymi, że “kary fizyczne, jak popularny klaps, potrząśnięcie dzieckiem, dotkliwe pociągnięcie np. za rękę, przykry uścisk czy tzw. lanie, jeśli nie da się ich uniknąć, muszą być wykonywane ze zwróceniem szczególnej uwagi na niebezpieczeństwo urazów”.

Religia na maturze
Ostatnio sporo kontrowersji wzbudził pomysł Episkopatu Polski, który zaproponował, żeby religię można było zdawać na maturze, a także żeby ocena z religii była wliczana do średniej. Jak twierdzą biskupi, przedmiot ten jest niedowartościowany i spychany na margines. – Skoro można zdawać egzamin maturalny z wiedzy o tańcu, to dlaczego nie z religii? – argumentuje biskup Stanisław Wielgus, przewodniczący Rady Naukowej Konferencji Episkopatu Polski.

Biskup podkreśla, że ludzie, którzy nie przeszli przez lekcje religii, nie rozumieją właściwie kultury europejskiej. – ­Kto nie zna Biblii, nie rozumie malarstwa, nie rozumie literatury, która jest pełna odniesień biblijnych -­ dodaje bp Wielgus.

Internauci są przeciwko
Sprawa nie jest jednak prosta. Religia to teraz przedmiot nadobowiązkowy, których na maturze wybierać nie wolno, a poza tym katecheci nie są nauczycielami licencjonowanymi przez władze edukacyjne.

Zdecydowanie przeciwni wprowadzeniu religii na maturze są główni zainteresowani, czyli młodzi ludzie. W sondzie internetowej INTERIA.PL aż 84 proc. ankietowanych opowiedziało się przeciwko temu projektowi. Wśród internautów przeważa opinia, że jest to kolejny przykład na coraz większe uzależnienie państwa od Kościoła katolickiego.

Źródło: Interia.pl

Komentarze (2)

Minister Radia Maryja

Zbigniew Wysocki, współpracownik o. Rydzyka i prelegent Radia Maryja, jest od wczoraj wiceministrem transportu. Chce finansować budowę statków z opłat za parkingi.

- Szczególnie jestem szczęśliwy, że na zaproszenie Ojca Dyrektora mogę znowu się wypowiedzieć na antenie Radia Maryja na ważny temat morski – tak obecny minister mówił niedawno w audycji “Świadome niszczenie rybołówstwa”. – Polskie rybołówstwo potrzebuje pieniędzy i nie dajmy się zwieść bałamutnej propagandzie, że ich nie ma. One są, tylko potrzebna jest decyzja rządzących, a pojawią się jak dżdżownice po deszczu.

I Wysocki przedstawił pomysł na uratowanie floty: – W kraju są liczne płatne parkingi, trzeba pieniądze z nich przeznaczać na budowę statków. Wyliczyłem: jeden duży parking daje 16 mln rocznie – za to można zbudować dwa nowoczesne kutry. Zadaniem rządu będzie wsparcie takiego rozwiązania.

Od wczoraj Wysocki jest już w rządzie, odpowiada za rybołówstwo.

Ten 66-letni inżynier, były oficer żeglugi wielkiej, nie miał dotąd nic wspólnego z PiS. Działał w założonej przez siebie partii Liga Polska-Organizacja Narodu Polskiego, która – jak czytamy w programie – miała być odpowiedzią na “wynaturzenia ustroju demokratycznego”.

Liga postulowała m.in. “odzyskanie dla Polaków środków masowego przekazu”, tzn. usunięcie zagranicznych inwestorów z mediów.

Z toruńskim radiem Wysocki związał się przez Polskie Stowarzyszenie Morskie-Gospodarcze, którym kieruje wespół z honorowym prezesem Zbigniewem Sulatyckim.

Sulatycki został wiceministrem transportu w rządzie Jana Olszewskiego, potem kierował Społecznym Komitetem Ratowania Stoczni Gdańskiej powołanym przez Radio Maryja. Zbierał od rodaków pieniądze i świadectwa udziałowe, które ostatecznie nie trafiły do Stoczni, lecz do banku w Toruniu.

W ostatnich wyborach Wysocki bezskutecznie startował do Senatu z Gdyni. Na listę Domu Ojczystego (partii członków Rodziny Radia Maryja) wpisała go Gertruda Szumska – była lektorka u o. Rydzyka, potem posłanka.

Przed wyborami Wysocki i Szumska razem manifestowali pod gdańską parafią św. Brygidy poparcie dla ks. Henryka Jankowskiego, podejrzewanego o molestowanie ministrantów.

Wysocki wszedł do rządu – jak sam mówi – “wyłącznie z rekomendacji Stowarzyszenia”, którym kieruje.

- Kto konkretnie podpisał rekomendację? – pytam.

- Nikt nie musiał podpisywać, moja dotychczasowa działalność jest rekomendacją.

Stowarzyszenie, którym kieruje Sulatycki i Wysocki, przyznaje doroczne nagrody. Laur za rok 2004 dostała uczelnia o. Rydzyka, za rok ubiegły – redakcja “Naszego Dziennika”.

Stowarzyszenie i Radio wspólnie organizują “sympozja historyczne”. Na jednym z nich – odbyło się dwa lata temu w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej ojca Rydzyka – inny częsty gość toruńskiej stacji Krzysztof Wyszkowski wygłosił wykład: – Celem Okrągłego Stołu było zduszenie w Polakach pragnienia wolności i podtrzymanie komunizmu – mówił. – W polityce polskiej nadal dominują ludzie Okrągłego Stołu – prezydent Kwaśniewski, premier Miller, przewodniczący Rokita i… bracia Kaczyńscy. Wysocki siedział wtedy obok Wyszkowskiego.

Stowarzyszenie i o. Rydzyk mają wspólnego przyjaciela: Jana Kobylańskiego, szefa Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej (USOPAŁ). Podejrzewany przez IPN o współpracę podczas niemieckiej okupacji z gestapo urugwajski milioner jest sponsorem Radia Maryja, a honorowy prezes Stowarzyszenia – Sulatycki – to przedstawiciel Kobylańskiego na Polskę i honorowy członek USOPAŁ (ten tytuł dzierży także o. Rydzyk).

Rzecznik rządu Konrad Ciesiołkiewicz nie umiał nam odpowiedzieć, dlaczego to Wysocki został wiceministrem. – Nic o nim nie słyszałem – przyznaje. – Proszę dzwonić do ministerstwa.

Biuro komunikacji społecznej resortu odmawia informacji.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że kandydat zyskał aprobatę pomorskich władz PiS. – Słyszałem, że pan Wysocki ma związki z Radiem Maryja – mówi poseł Tadeusz Cymański, przewodniczący PiS na Pomorzu. – Nie było zastrzeżeń do jego kandydatury.

Źródło: Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »