Ksiądz poprosił rodziców głośno zachowujących się dzieci o przejście do zakrystii

W czasie mszy proboszcz poprosił rodziców głośno zachowujących się dzieci, by przeszli do zakrystii. “Zszokowało mnie to granic możliwości” – pisze uczestnik zdarzenia. Duchowny tłumaczy, że w kościele panowała zbyt niska dla maluchów temperatura.

Nabożeństwo odbywało się w drugi dzień świąt w parafii św. Jana Chrzciciela na Prądniku Czerwonym.

Łukasz Waksmundzki w drugi dzień świąt wybrał się na nabożeństwo z żoną i dwójką dzieci – rocznym i 3,5-letnim synem. O tym, co wydarzyło się w czasie mszy, napisał do krakowskiej kurii (kopię przesłał również do “Gazety”): “Ksiądz podczas odczytywania listu wyprosił do zakrystii rodziców z dziećmi, które zachowywały się głośno. Zszokowało mnie to do granic możliwości, gdyż pierwszy raz (!) spotkałem się z takim zachowaniem. (…) Wypadałoby, aby ksiądz proboszcz doświadczył uczestnictwa we mszy z drugiej strony (nie zza ołtarza) – z małym dzieckiem odkrywającym świat i ciekawym wszystkiego, co go otacza”.

Zdaniem naszego czytelnika takie postępowanie jest dyskryminujące. “W kontekście opisanego zdarzenia list Biskupów Polskich >>Rodzina nadzieją świata” – żali się autor listu.

Czy dzieci rzeczywiście zachowywały się zbyt głośno? Dlaczego rodzice zostali poproszeni o przejście do zakrystii? Proboszcz Grzegorz Cekiera nie chciał rozmawiać z “Gazetą” na temat poniedziałkowych wydarzeń. – Ten pan nie jest z naszej parafii, trudno tu cokolwiek komentować – mówił rozkładając ręce. – Jeśli miał do mnie jakąś sprawę, to powinien przyjść i porozmawiać – dodał proboszcz.

Swoją wersję wydarzeń ksiądz Cekiera przedstawił w rozmowie z przedstawicielami kurii. – Rozmawiałem z proboszczem. Prosił jedynie, by rodzice przeszli do zakrystii, bo tam jest nieco cieplej. Dzieci mogły płakać z zimna. Jeśli proboszcz zasugerował, by przejść w dogodniejsze miejsce, to widzę tutaj jedynie jego dobrą wolę – mówi ksiądz Robert Nęcek, rzecznik kurii.

Co w podobnej sytuacji powinni zrobić rodzice niespokojnych maluchów?

- W większości przypadków jest tak, że rodzice mają poczucie sacrum. Jeżeli dziecko rzeczywiście mocno płacze, sami podchodzą do zakrystii i tam wysłuchują mszy. W ciągu kilkunastu lat prowadzenia mszy nie spotkałem się, żeby to było jakimś problemem, zarówno dla księży jak i dla rodziców – podkreśla ksiądz Robert Nęcek. I zgadza się z proboszczem, że drażliwe sprawy powinno się załatwiać osobiście.

- Szkoda, że ten pan nie porozmawiał najpierw z duchownym, do którego miał pretensje. Dobry przykład daje nam w tym względzie ewangelia: najpierw zwrócenie uwagi w cztery oczy, potem w obecności świadka, jeśli jest potrzeba, to można sprawę upublicznić. Taka stopniowalność jest wyrazem życia chrześcijańskiego – komentuje rzecznik kurii.

Źródło: Gazeta.pl

Dodaj komentarz