Ksiądz do ministranta: powieś się, powieś się dla mnie!

Sąd Okręgowy w Słupsku skazał 39-letniego Piotra T., byłego proboszcza parafii w Dębnicy koło Człuchowa na karę trzech i pół roku pozbawienia wolności. Trzy lata temu ksiądz namówił swojego ministranta, by się powiesił – podaje “Gazeta Pomorska”.

Prokurator domagał się czterech lat więzienia dla Piotra T., a obrońca jego uniewinnienia.

Ustalono, że ksiądz kazał się powiesić Dawidowi T. na pasku. Chłopiec wykonał jego polecenie, ale ksiądz w ostatniej chwili uwolnił go z pętli. Cieszył się, że ministrant jest gotów zrobić dla niego wszystko, nawet targnąć się na życie.

Były proboszcz siedzi już w więzieniu. W listopadzie 2007 r. Piotr T. został skazany na cztery lata więzienia. Uniewinniony został jednak wówczas od zarzutu gwałtu i przywłaszczenia 27 tys. zł. Sprawa ma swój początek w maju 2006 r., kiedy ksiądz wyjechał z Dębnicy z ministrantem ze Starogardu na eskapadę po nadmorskich miejscowościach.

Źródło: WP.pl

Dodaj komentarz

Ksiądz nie płaci alimentów!

Skandal! Ksiądz katolicki Henryk K. jest ojcem 5-miesięcznej Jagody. Romans z matką dziecka – Karoliną Zawadą trwał 2 lata. Po urodzeniu dziecka ksiądz Henryk K. został przeniesiony do innej parafii. Zostawił nastolatkę i dziecko, nie płacąc alimentów!

Ksiądz Henryk K. Ksiądz katolicki i ojciec 5-miesięcznej Jagody. Ma trzydzieści dziewięć lat. Wałbrzych, to tu dwa lata temu rozpoczął się romans księdza z piętnastoletnią wówczas Karoliną.

Ksiądz Henryk został przeniesiony w ubiegłym roku do małej parafii w Różance, niedaleko Kłodzka. Tam na plebanii Karolina mieszkała z księdzem cztery tygodnie, w sierpniu. Była wtedy w 6 miesiącu ciąży. Romans kwitł. Niestety, po kilku miesiącach tego romansu Karolina zaszła w ciążę . W grudniu ubiegłego roku urodziła, jak twierdzi Karolina, córkę księdza – Jagodę.

Karolina i jej matka próbowały wielokrotnie uzyskać od księdza alimenty, ale ten nie chciał płacić. W końcu Karolina postanowiła sama odszukać ojca dziecka. I znalazła. W Domu Księży Emerytów w Polanicy Zdroju. Pod naciskiem Karoliny ksiądz tym razem podpisał pisemne zobowiązanie – będzie płacił na 5-miesięczną Jagodę.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Dziwisz ukrywał skandale seksualne

Włoski dziennik “La Stampa” napisał w czwartek, że arcybiskup Stanisław Dziwisz jako osobisty sekretarz Jana Pawła II ukrywał przed papieżem dokumenty na temat przypadków pedofilii i seksualnego wykorzystywania seminarzystów wśród przedstawicieli duchowieństwa. Rzecznik arcybiskupa zaprzecza tym zarzutom.

W artykule na pierwszej stronie tej jednej z największych włoskich gazet wśród zarzutów wobec obecnego metropolity krakowskiego wymienia się sprawę założyciela zgromadzenia Legioniści Chrystusa Marciala Maciela Degollado z Meksyku oraz byłego metropolity poznańskiego arcybiskupa Juliusza Paetza.

Autor artykułu “Tajemnica Stanisława” w turyńskiej gazecie – Giacomo Galeazzi – twierdzi, że arcybiskup Dziwisz, który wiedział o skandalach i nadużyciach, popełnianych przez tych duchownych, lekceważył te doniesienia, nie podjął żadnych działań i nie informował o tym Jana Pawła II.

Odnosząc się do zarzutów molestowania seminarzystów, postawionych arcybiskupowi Paetzowi, “La Stampa” pisze: “Zamiast zaangażować się, by sprawdzić te ciężkie oskarżenia, ksiądz Stanisław roztropnie trzymał w szufladzie alarmujące dokumenty, jakie mu wysłała siedem lat temu grupa księży, by poinformować go o nadużyciach ze strony arcybiskupa Juliusza Paetza, wówczas arcybiskupa Poznania, na szkodę seminarzystów. Księża, którzy wysłali list do wiadomości księdza Stanisława oczekiwali szybkiej reakcji ze strony sekretarza papieża, a tymczasem odkryli z wielkim zdumieniem, że Karol Wojtyła nie został w ogóle poinformowany o tej sprawie”.

Milczenie w sprawie skandalu seksualnego “La Stampa” zarzuciła również obecnemu metropolicie w sprawie ojca Degollado. Gazeta utrzymuje, że osobisty papieski sekretarz zignorował napływające z Ameryki Południowej listy na temat założyciela Legionistów Chrystusa, jednego z najprężniej rozwijających się zgromadzeń na świecie. List taki wysłał do niego między innymi ksiądz Antonio Ornelas z Meksyku, członek sądu diecezjalnego. “Także w tej sprawie odpowiedzią don Stanislao było milczenie” – twierdzi Giacomo Galeazzi.

Gazeta przypomina, że meksykańskiego duchownego ukarał dopiero Benedykt XVI, który nakazał mu pokutę i życie w odosobnieniu.

Galeazzi przytacza komentarz rzecznika metropolity krakowskiego księdza Roberta Nęcka: “Jego Eminencja niczego nie ukrył, nie ma żadnego świadectwa, to są absolutnie niesprawiedliwe zarzuty”.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Księdzu puściły nerwy

Księdzu prowadzącemu lekcję religii w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Mrągowie puściły nerwy i siłą wyprowadził gimnazjalistkę z zajęć. Gdy ochłonął, stwierdził, że nie nadaje się do pracy z młodzieżą i zrezygnował z pracy w szkole – pisze “Gazeta Olsztyńska”.

Zdarzenie tak oto skomentowała dla gazety psycholog Halina Sierpińska: “Fakt, że ostatnio często docierają do nas informacje o różnych konfliktach występujących na lekcjach religii pomiędzy katechetami a uczniami, skłania do szukania przyczyn tego rodzaju zdarzeń. Myślę, że trudno tu znaleźć jakiś jeden konkretny powód. Na pewno na występowanie tych konfliktów duży wpływ ma to, że nie są to lekcje obowiązkowe, że wybierają je rodzice, często bez konsultacji z dziećmi lub nawet wbrew ich woli”.

- Ogromnie istotne jest też przygotowanie pedagogiczne osób uczących religii, ale chyba największy wpływ na dzieci ma, jak lekcje religii i sprawy związane z Kościołem są traktowane w domu ucznia. W ostatnim okresie także atmosfera w kraju wokół wydarzeń w Kościele nie pozostaje bez wpływu na dzieci i ich stosunek do lekcji religii – powiedziała Sierpińska.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Ksiądz oskarżony

O przywłaszczenie ponad 4,5 mln zł, przeznaczonych na działalność charytatywną, oskarżyła tarnowska prokuratura okręgowa księdza Piotra P. z parafii rzymsko- katolickiej pod wezwaniem św. Krzyża i św. Filipa Neri w Tarnowie.

- W osobnym postępowaniu prokuratura sprawdzi, czy fundacja nie była wykorzystywana do prania brudnych pieniędzy przez darczyńców – poinformowała rzeczniczka prokuratury Bożena Owsiak.

Mechanizm przestępstwa polegał na tym, że ks. P. był jedynym upoważnionym do dysponowania kontem fundacji Kongregacja Oratorium św. Filipa Neri w Tarnowie. W okresie od lutego 2002 roku do kwietnia 2005 roku wypłacił on ponad 4,5 mln zł z konta fundacji.

Pieniądze miały być przeznaczone na cele kościelnej działalności charytatywnej, a także cele kultu religijnego. Wpłacało je kilkunastu darczyńców, w tym Tarnowskie Zakłady Osprzętu Elektrycznego “TAREL” w Woli Rzędzińskiej, których prezesem był główny udziałowiec zakładów i ówczesny senator PSL Józef Sz. Wpłat dokonywali także synowie byłego senatora Jarosław Sz. i Marcin Sz. oraz inne osoby i instytucje.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto pod koniec 2004 roku. Powodem była informacja od Głównego Inspektora Informacji Finansowej w sprawie wysokich wpłat, dokonywanych na konto fundacji.

Początkowo prokuratura zarzucała księdzu wyłudzenie 2,5 mln zł, potem – 3 mln 214 tys. zł, jednak ostateczne ustalenia wykazały, że ksiądz wypłacił z konta w sumie ponad 4,5 mln zł.

Przesłuchany w charakterze podejrzanego ksiądz nie przyznał się do winy. Wyjaśnił, że wypłacone pieniądze przeznaczył na działalność charytatywną. Zdaniem prokuratury, wyjaśnienia te nie znajdują oparcia w ustaleniach.

Jak poinformowała prokuratura, z akt sprawy wyłączono do odrębnego postępowania “materiały dotyczące przekazywania środków finansowych pochodzących z korzyści związanych z popełnieniem czynów zabronionych – na konto Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri w Tarnowie, a także podejmowania innych działań, które mogły udaremnić lub znacznie utrudnić ustalenie stwierdzenia ich przestępczego pochodzenia”.

Nieoficjalnie wiadomo, że badany ma być m.in. wątek ewentualnego wykorzystania fundacji przez darczyńców do prania brudnych pieniędzy. Prokuratura odmawia udzielenia w tej sprawie jakichkolwiek bliższych informacji.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Cud dla Radia Maryja

W kwietniu o. Rydzyk wystąpił z płomiennym apelem do słuchaczy, by zanosili modły do Jana Pawła II o uratowanie rozgłośni przed czyhającymi wokół wrogami. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Zmarły papież rychło sprawił cud i to dużego kalibru – na odsiecz radiu ruszyli najważniejsi polscy biskupi. Świadkiem tego cudu jest biskup kaliski Stanisław Napierała. – Kto atakuje Radio Maryja, atakuje Episkopat – oznajmił w czwartek. Odniósł się w ten sposób do podjętej we wtorek na Jasnej Górze decyzji biskupów o powołaniu rady programowej, która będzie nadzorować radio. Bp Napierała uznał że rada jest wyrazem troski Kościoła o rozgłośnię. Ale kaliski biskup dość specyficznie rozumie tę troskę. Jego zdaniem, dzięki podpisaniu umowy między biskupami a redemptorystami “Radio otrzymuje ogromne wsparcie”. Tok rozumowania bp. Napierały jest prosty – jeśli biskupi mają formalny wpływ na program radia, to de facto je firmują.

- W przypadku jakiegoś ataku na Radio Maryja, w nowej sytuacji, będzie to atak wymierzony pośrednio w samą Konferencję Episkopatu – mówił bp Napierała. Ubolewał też nad atakami na rozgłośnię, które mają źródło w tym, że “w świetle prawdy zostają niekiedy odsłaniane [przez Radio Maryja oczywiście] manipulacje, kłamstwa, afery”.

Nie jest tajemnicą, że bp Napierała sympatyzuje z toruńską rozgłośnią, że bierze udział w jej rocznicowych fetach. W wieczornych uroczystościach w sanktuarium Świętego Józefa Kaliskiego, gdzie padły te słowa, gościł także o. Tadeusz Rydzyk. Nikogo też nie dziwi, że redemptoryści na antenie radia twierdzili, jakoby biskupi na Jasnej Górze “pochwalili” radio. Zdumiewać może natomiast łatwość, z jaką hierarcha przeinacza sens decyzji, w podejmowaniu których – jako ordynariusz – uczestniczył.

Zarówno biskupi, jak i zwykli ludzie, mają różne poglądy, nieraz bardzo skrajne. Z pewnością wyrażali je podczas wtorkowego głosowania nad związanymi z radiem dokumentami. Jednak wyniki obrad odzwierciedlają stanowisko c a ł e g o Episkopatu, a nie kilku “liberałów”. Ich podważanie nie przystoi członkowi tego gremium. Nawet, jeśli domniemany cud okaże się faktem, bo rada ojcu Rydzykowi nie da rady.

Źródło: Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Ojciec Rydzyk przeprasza

Przebaczamy wszystkim czyniącym nam zło, i również prosimy o przebaczenie naszych popełnionych błędów – powiedział ojciec Tadeusz Rydzyk w apelu nadawanym na antenie Radia Maryja.

“Jeżeli ktoś został dotknięty wypowiedziami u nas jednego spośród znanych polskich felietonistów, to jest nam bardzo przykro. Nikt nie miał zamiaru uczynić jakiejkolwiek i komukolwiek przykrości czy szkody” – powiedział ojciec Rydzyk, odnosząc się do felietonu, który kilka dni temu wygłosił Stanisław Michalkiewicz.

Jednocześnie o. Rydzyk oskarżył inne media o terror medialny.

“W Radiu Maryja jest otwarty mikrofon, by móc prowadzić dialog na tematy dotyczące całej rzeczywistości w której żyjemy. Wypowiadający odpowiadają za wypowiedziane słowa. Nie możemy wprowadzać zniewolenia cenzurą czy autocenzurą” – powiedział dyrektor toruńskiej rozgłośni.

W swoim apelu, o. Rydzyk zwrócił się też o dobre przygotowanie się do papieskiej pielgrzymki do Polski.

Źródło: Onet.pl

Dodaj komentarz

Rydzyk stracił nie tylko na giełdzie

W 1997 r. ojcowie Tadeusz Rydzyk i Jan Król kupili bankrutującą bydgoską gazetę. Po roku upadła.

Mechanizm był podobny jak w przypadku nieco późniejszego zakupu za pieniądze ze świadectw udziałowych akcji spółki ESPEBEPE, donosi “Gazeta Wyborcza”. Po przejęciu jej przez o. Króla spółka zbankrutowała i Radio Maryja straciło kilka milionów złotych. Ks. Rydzyk wybrał tanią, przeżywającą kłopoty firmę, ks. Król przyniósł pieniądze, ale interes nie wypalił.

Tanią firmą był “Ilustrowany Kurier Polski”. Wychodzący od 1945 r. ogólnopolski organ Stronnictwa Demokratycznego miał w PRL ponad 100-tysięczny nakład i redakcje od Gdyni po Kraków. Gazetę drukowano w Bydgoszczy.

Po 1989 roku “IKP” zmieniał właścicieli i zmniejszał zasięg. Wiosną 1997 r. – gdy o. Rydzyk rozpoczął zbiórkę pieniędzy i świadectw NFI “na Stocznię” – gazeta należała już do przedsiębiorcy z Torunia i rozchodziła się tylko na Kujawach. Nakład spadał, toruński biznesmen szukał inwestora. Dyrektor Radia Maryja zadeklarował chęć odkupienia “Kuriera” w całości. Transakcję – opisywaną już m.in. przez “GW” i “Rzeczpospolitą” – przeprowadzono w bydgoskiej drukarni “IKP” w sierpniu 1997. Z ks. Rydzykiem przyjechał wtedy o. Jan Król. Przywiózł luźne banknoty zapakowane w czarną dyplomatkę i w parę reklamówek.

“IKP” został kupiony nie na samego ks. Rydzyka, ale na ojca Stanisława Golca, leciwego redemptorystę z Wrocławia. Dyrektor Radia Maryja zaczął inwestować w gazetę. Kupił nowe komputery, zafundował dziennikarzom szkolenia w swojej – właśnie tworzonej – toruńskiej uczelni medialnej.

- Ale jednocześnie kazał wycofać z “Kuriera” kolorowy magazyn telewizyjny i ogłoszenia agencji towarzyskich, których mieliśmy pełno – mówi były dziennikarz “IKP”, szef jednej z lokalnych redakcji. – Sprzedaż gazety zaczęła gwałtownie spadać – pod koniec rządów ks. Rydzyka rozchodziło się już tylko kilka tysięcy. Ile – tego nawet my nie wiedzieliśmy, bo nowy wydawca wycofał “Kurier” ze Związku Kontroli Dystrybucji Prasy. O. Rydzyk utrzymał “IKP” przez rok – do wypadków w Tormięsie.

W sierpniu 1998 o. Rydzyk odwiedził pracowników strajkującej toruńskiej rzeźni. Wizytę próbowała filmować telewizja publiczna, o. Rydzyk sobie tego nie życzył. Popchnął dziennikarza. Nazajutrz wszystkie lokalne gazety podały: zakonnik zaatakował ekipę TVP. Tylko “Kurier” napisał: to ekipa TVP zaatakowała księdza.

W proteście przeciw kłamstwu kilkunastu dziennikarzy “IKP” rozesłało do mediów oświadczenie, w którym odcięli się od stanowiska własnej redakcji. Dwa miesiące później redemptorysta sprzedał gazetę spółce Orbi. Protestujący dziennikarze nie dostali angażów od nowego właściciela. Autor tekstu oskarżającego ekipę TVP o pobicie zakonnika został nowym naczelnym.

- W redakcji nikt nie miał wątpliwości, że Orbi to spółka związana z o. Rydzykiem – opowiada dalej dziennikarz “IKP”. – Ojciec dyrektor i ojciec Król przyjeżdżali na redakcyjne uroczystości, byli na wigilii. Ale finansowo szło coraz gorzej.

Orbi przestało płacić za dziennikarzy ZUS, później zabrakło i na pensje. Bankrutującą gazetę przejęła za bezcen nieistniejąca już giełdowa spółka 4media. Ostatni numer “IKP” ukazał się w styczniu 2003 r. – przypomina “Gazeta Wyborcza”.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Ojciec Rydzyk ciągle walczy

Sytuacja toruńskiej rozgłośni osiągnęła punkt krytyczny. Po zdecydowanej i bezprecedensowej reprymendzie Stolicy Apostolskiej, a także ostrych listach Rady Stałej Episkopatu, Rady Etyki Mediów, marszałka Sejmu, dramatycznym apelu Marka Edelmana w sprawie nienawiści, ksenofobii, antysemityzmu, po ujawnionych przez “Gazetę” giełdowych operacjach Radia Maryja, w których ojcowie z rozgłośni przetrwonili miliony złotych zebranych na ratowanie stoczni, ktoś musi wreszcie coś zrobić. Ale czy znajdą się odważni?

Ojciec Rydzyk od lat posługuje się tą samą metodą. Każde zastrzeżenie wobec siebie i swej rozgłośni nazywa “atakiem na Kościół zorganizowanym przez obce centrale antyewangelizacyjne i antypolskie”, zaś stanowisko Watykanu skrzętnie przemilcza. “Kłamstwo i manipulacja” – to jego ulubione słowa, podczas gdy on sam i jego medialne imperium posługują się nimi ciągle. Dość przypomnieć obrzydliwe ataki i pomówienia wobec Lecha Wałęsy, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Czesława Miłosza, wystarczy przytoczyć żałosne interpretacje słów Jana Pawła II w sprawie Unii Europejskiej.

Wczoraj w Telewizji Trwam obejrzałem zdumiewający reportaż o. Jana Króla, kasjera Radia Maryja, na temat o. Konrada Hejmy, byłego opiekuna polskich pielgrzymów w Rzymie. Choć o. Hejmo ma zakaz publicznych wypowiedzi wydany przez prowincjała dominikanów po ujawnieniu przez IPN współpracy Hejmy z SB, dominikanin z perlistą swadą opowiada w TV Trwam o swej zażyłej przyjaźni z Janem Pawłem II, milionach polskich pielgrzymów, których przyprowadził przed papieskie oblicze, wspólnych mszach w prywatnej kaplicy i posiłkach.

Mówiąc o Benedykcie XVI, Hejmo dawał do zrozumienia, że nowy papież to już nie to samo. – Ratzinger jest profesorem, więc ma inne podejście – stwierdził. – Jest z ludźmi na dystans, podczas audiencji generalnych nie ma podchodzenia grup i “bacia mano”, pocałunków w rękę, żaden śmiertelnik nie może wziąć udziału w prywatnej mszy porannej, zaś papież jada sam.

Wypowiedzi Hejmy na temat Jana Pawła II były bogato ilustrowane zdjęciami ze spotkań Papieża z o. Rydzykiem i pozdrowieniami dla Rodziny Radia Maryja bodaj z roku 1996 r. Wymowa reportażu była jasna: Jan Paweł II kochał i popierał Radio Maryja, bo to był nasz Papież, Polak, a nowy, cóż… Nie dość, że profesor, to do tego Niemiec. Gdyby żył Jan Paweł II, z pewnością nie czepiałby się o. Rydzyka.

Dzisiejszy “Nasz Dziennik” publikuje list Zespołu Wspierania Radia Maryja. Czytamy to, co zwykle:

“Obserwujemy stałe atakowanie Radia Maryja. Jest ono trwałym elementem walki z Kościołem katolickim. Występujące ostatnio nasilenie agresji świadczy wyraźnie o podjętej nowej, zorganizowanej akcji, która w zamyśle uczestniczących w niej ma doprowadzić do zdyskredytowania katolickiej rozgłośni”.

Trudno powiedzieć, czy zdaniem sygnatariuszy listu w tej “zorganizowanej akcji” bierze udział także Watykan, bo na temat reprymendy Stolicy Apostolskiej nie ma ani słowa. Zespół Wspierania Radia Maryja rozprawia się natomiast z zarzutem podniesionym m.in. przez Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej: “Rozpowszechniane są opinie o jednostronnym zaangażowaniu Radia Maryja w sprawy polityki. Najpierw trzeba jednak zauważyć, że w codziennych audycjach informacyjnych i publicystycznych emitowanych przez publicznych i prywatnych nadawców wręcz uprawia się nagonkę na władze wybrane w Polsce w demokratycznych wyborach. Jakże często owe środki przekazu uczestniczą w rozpowszechnianiu nieprawdy, w formułowaniu bezpodstawnych ocen krytycznych, w burzeniu.

Gdzież więc mogą spotkać się w rzeczowej i spokojnej dyskusji przedstawiciele rządu z wyborcami? Gdzież mogą przedstawić swój program, uzasadnić jego realizację? W takich sytuacjach jak opisana wyżej obowiązkiem katolickich środków przekazu jest zapewnienie elementarnego prawa do rzetelnej komunikacji społecznej, do prawdziwej informacji. To prawo należy się nam wszystkim wobec opanowania większości środków przekazu przez tzw. elity finansowe i polityczne”.

Zespół broni Radia także przed zarzutami antysemityzmu. Nazywa je “kłamstwami”, zaś przypisywanie cech antysemickich ostatniemu felietonowi Stanisława Michalkiewicza – “zwykłym oszczerstwem”.

Michalkiewicz mówił w Radiu Maryja: “Od tyłu zachodzą nas Judajczykowie, próbując wymusić na naszym rządzie zapłatę haraczu zwanego dla niepoznaki rewindykacjami (…). Wszelkie próby smarowania tego tłustego połcia pieniędzmi wyłudzonymi od Polski (…) są nie do pogodzenia z obroną narodowego interesu”. Organizacje żydowskie felietonista nazwał “przedsiębiorstwem Holocaust”.

Ojciec Rydzyk i jego rozgłośnia są jak dotąd nie do ruszenia. Dotychczas były dwie tego przyczyny – strach lub aprobata znacznej części hierarchów i zwierzchników zakonnych.

Strach można po ludzku wytłumaczyć. Rydzyk jest potężny, ma za sobą wierną rzeszę słuchaczy, więc biskupi bali się awantury. Natomiast ciche lub otwarte wspieranie Radia Maryja ze strony części hierarchii wskazywało na głęboki podziału w polskim Kościele. Może teraz stanowczy głos Stolicy Apostolskiej zjednoczy polskich biskupów i doda im odwagi.

Źródło: Gazeta.pl

Dodaj komentarz

O. Rydzyk mógł zostać zatrzymany

Decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie nakazu zatrzymania o. Tadeusza Rydzyka jest prawomocna – twierdzi Prokuratura Okręgowa w Gorzowie.

Pokrzywdzonemu przysługiwało prawo złożenia zażalenia, jednak pomimo skutecznego dostarczenia odpisu decyzji nie wpłynęło ono do prokuratury w ustawowym terminie – poinformował Roman Witkowski z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp.

Pod koniec stycznia po analizie zebranego materiału Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie nakazu zatrzymania i doprowadzenia w charakterze podejrzanego o. Tadeusza Rydzyka, wydanego w 1997 r. przez prokuraturę w Toruniu. Śledztwa takiego domagali się liderzy Ligi Polski Rodzin.

Prokuratura w Gorzowie badała sprawę na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Szczecinie, stwierdzając, że czynności podjęte przez toruńskich prokuratorów były zgodne z prawem.

O. Rydzyk sześciokrotnie był wzywany w charakterze podejrzanego w normalnym trybie, listem poleconym oraz wezwaniami, które miała doręczyć mu policja. Okazało się to nieskuteczne, jednak, według prokuratury, co najmniej o dwóch takich zawiadomieniach duchowny wiedział.

Jak wyjaśnił Witkowski dopiero potem prokuratorzy zdecydowali się na wydanie zarządzenia o zatrzymaniu o. Rydzyka i przymusowym doprowadzeniu do prokuratury co przewiduje kodeks postępowania karnego.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa wnieśli w grudniu zeszłego roku Roman Giertych i Marek Kotlinowski (LPR). Dotyczyło ono okoliczności wydania w 1997 r. przez Prokuraturę Okręgową w Toruniu zarządzenia o przymusowym doprowadzeniu duchownego do tamtejszej prokuratury w charakterze podejrzanego.

Prokuratura – na wniosek posłów SLD – wszczęła wtedy śledztwo, ponieważ o. Rydzyk na antenie Radia Maryja miał powiedzieć: “Posłom, którzy głosowali nad zliberalizowaniem ustawy antyaborcyjnej, powinno się ogolić głowy, jak golono kobietom współżyjącym z hitlerowcami w czasie wojny”.

Źródło: Interia.pl

Dodaj komentarz

Starsze wpisy »